Ochłonęłam po przezyciach z Zielonki i mogę pisać. Pierwsze co na pewno bedę pamietać po latach były te "toperze" i "dźwiedzie" przewodnika. Ogólnie on jakiś postrzelony... Piosenki nam w autokarze śpiewał...Albo dialog dziewczyn
Ola: On na mnie napluł!
Izz: Przez głośnik?
Karo: Przeleciało?!
Myślałam, że padnę... ;) A dowiedziałam się też, że kłamstwo ma krótkie nogi(Zuz, czyż nie?) Ale pora na największą atrakcę wyjazdu: Butelkę! Przy stole co prawda graliśmy widelcem i łyzką, ale nie będę się wdawać w szczegóły. Biedni chłopcy byli co prawda w mniejszości, ale niezbyt im to przeszkadzało.(Pasztet, ty Cykorze!) Acha i jeszcze poskarżę się na warunki. Łazienka na korytarzu i brak telewizora... Jednak Weterani poradzą sobie ze wszystkim! Oczywiście wszystko co dobre kiedyś się kończy, a i zielonka szybko nam upłynęła. Nie chcę się przyznawac, ale trochę sobie płakałam, że to juz koniec. Ale, żyjmy chwilą!!
Pozdrowienia dla całej klasy, w szczegolności dla Weteranów Pamiętniki Voldzia
2006-04-29 18:17:46 skomentuj (7)