Jednak przezwyciężyłam lenistwo i piszę. W dniu testu kompetencji!! Jestem wielka!
W końcu nadszedł dzień przećwiczenia zaklęcia Expelliarmus Profesor Belatrona poustawiała nas w pary. Mieliśmy tak rozbroić partnera, aby upadł na poduszki. Ja byłem w parze z Averym, który wreszcie wyszedł ze szpitala. Myślałem, że będzie wściekły, ale on patrzył się na mnie jakby z podziwem...
-Uwaga!- Krzyknęła profesor-na trzy rzucacie zaklęcie, tak jak ćwiczyliśmy. Raz, dwa, TRZY!
-Expelliarmus!- Krzyknąłem, a cała klasa rozbłysnęła czerwonymi promieniami. Różdżka Avery'ego wypadła mu z ręki, a on potoczył się na poduszki. Tylko nielicznym udało się rozbroić partnera. Nic dziwnego. Po tym, co wyprawiali z różdżką, trudno rzucić dobrze zaklęcie.
-Tom, Lenstrange, Liza i Fynn, dostajecie po 10 punktów! Doskonale!- Wykrzyknęła Belatrona- A teraz wasi partnerzy. Raz, dwa TRZY!
-Expelliarmus- krzyknął Avery i po raz kolejny sala rozjarzyła się promieniami. Czekałem, aż zaklęcie odrzuci mnie do tyłu. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
-Pewnie zaklęcie było za słabe- pomyślałem-Skoncentruj się!
-Expelliarmus!- Avery spróbował po raz kolejny. Nic się nie stało. Mimo starań uśmiechnąłem się drwiąco.
-Avery skup się, skoncentruj się!- Doradzała nauczycielka
-Nie martw się, nie tylko tobie się nie udało-starałem się go pocieszyć, bo widać było, że ma ochotę zapaść się pod ziemię.
-EXPELLIARMUS- ryknął. Różdżka wyślizgnęła mi się z ręki i uderzyłem głową o ścianę. Potem była już tylko ciemność...
-No wstawaj kochaneczku, no już. Obudź się- Usłyszałem głos gdzieś w oddali. Powoli otworzyłem oczy. Znajdowałem się prawdopodobnie w skrzydle szpitalnym. W jednej chwili wszystko sobie przypomniałem. AVERY! Gdzie jest ten dureń?!
Natychmiast wyskoczyłem z łóżka. Pani Meliana, pielęgniarka wołała coś za mną. Nie słuchałem jej jednak. Gdy biegłem do pokoju Ślizgonów, natknąłem się na gryfonkę z eliksirów.
-O cześć! Co ty tu robisz? Przecież lekcje się już dawno sko…
Przebiegłem obok niej nawet się nie zatrzymując. Wreszcie wpadłem do pokoju wspólnego.
-Avery! –Wrzasnąłem. On jednak przezornie zaczął uciekać. Wtedy wyciągnąłem różdżkę i rzuciłem w niego zaklęcie. Chyba każdy wie już jakie
-Expelliarmus!- Avery leżał na ziemi
-Ty nędzny zdrajco!- Wrzasnąłem- Ja cię chciałem pocieszyć, a ty we mnie zaklęciem? Wytłumacz się!- Rozkazałem
Oczywiście on nie miał żadnej wymówki.
-Eee…no wiesz, nie wściekaj się. Jaaa…, Ale w końcu ty też posłałeś mnie do szpitala. Jesteśmy kwita.
-Błyskotliwa uwaga- mruknąłem kpiąco- nie mogłeś tego zrobić tak, żebym upadł na poduszki, durniu?!- ledwo się hamowałem przed zrobieniem mu czegoś złego.
-wybacz, mój błąd. Proszę cię nie wściekaj się już- teraz naprawdę był skruszony. Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
-A, więc rozejm…
Gdy dotarłem do łóżka, wszyscy spali. Tylko Lenstrange czytał gazetę.
-Co to?- Zapytałem i wskazałem na czasopismo.
-Hmm? To? Prorok wieczorny. Właśnie kończę, chcesz poczytać?
-Chętnie- wziąłem gazetę
Różdżki Olivandera…apteka pana Milsza zaprasza…szukam taniej, dobrej miotły…szaty z drugiej ręki…nowy tom przygód wampira Krisha…księgarnia „Esy i floresy”- mruczałem pod nosem. Im dłużej czytałem, tym bardziej kleiły mi się powieki. W końcu zasnąłem na ogłoszeniu „uroczą willę, niedaleko Londynu-sprzedam”.